W tekście który
poniżej możesz przeczytać zawarte jest moje prywatne
zdanie na temat ludzi jako gatunku na Ziemi. Jest to przeróbka mojej pracy zaliczeniowej z filozofii.
      Wszelkie prace najłatwiej pisze się w formie rozprawki i myślę, że ta forma będzie w tym wypadku jak najbardziej właściwa. Ale... jak tu sformułować tezę, żeby czytelnik nie spadł z krzesła, żeby znajomi, koledzy nie patrzyli na mnie jak na wroga lub świra?
Przejdźmy więc ostro do rzeczy- żeby ten kto ma spaść z krzesła-
nie
zdążył wstać.
      Uważam, że ludzie na Ziemi
to wielka Boska pomyłka, że jesteśmy jak wrzód na tyłku świata.
My, istoty podobno rozumne... Panowie świata...
      Żyjemy w dobie problemów takich jak przeludnienie,
starzenie się społeczeństw, AIDS, pauperyzacja świata, wyczerpywanie się
zasobów naturalnych...
Maciavelli - twórca makiavelizmu, za główne motywy działania ludzi uznał
żądzę władzy i posiadania. Zapomniał dodać do tego jeszcze żądzę poskramiania
wszystkiego-co się tylko da, żądzę ciągłej ekspansji. W dzisiejszych czasach pragnienia ludzkie wykraczają już po za Ziemię - przecież niemało milionów dolarów wydaje się na plany życia w bazach na innych planetach, badania innych planet - pytanie po co? - bo przecież tam też można coś spieprzyć...
Machiavelli stworzył doktrynę polityczną zachęcającą do stosowania przemocy,
podstępu i obłudy w myśl zasady- cel uświęca środki. Czyżbyśmy mogli go
uważać za ojca nowoczesnego rządzenia, propagandy?
      Wracając do mojego założenia. Czy aby nie
jestem zbyt surowy dla własnego gatunku?
Posłużę się prostym przykładem dla udowodnienia swojej racji.
Napisałem pracę w oparciu o naukowe odkrycia, ale są to moje prywatne
przemyślenia.
      Gdy ludzie chcą coś zbadać-jakieś zjawisko,
chorobę, nowe rozwiązanie próbują najpierw przeprowadzić symulację w
warunkach kontrolowanych. Ziemia też taką próbę przeprowadziła-
Wyspa Wielkanocna... Mała wyspa, pełna lasów, łąk, zwierzyny.
Niesamowita mnogość gatunków. Nagle pojawiają się rozbitkowie -
Indianie z Ameryki Południowej. Prawdopodobnie sztorm, w
połączeniu z silnym prądem oceanicznym zagnał sporą grupę ich łodzi
kilka tysięcy kilometrów od lądu. Kto wie,a może zostali wygnani,
może sami chcieli szukać lepszego świata?
Udało im się- dotarli
do raju. Raj był dziki - trzeba było zbudować wioski, łodzie, drogi.
Pokarmu było w bród, warunki wspaniałe - mnożyli się więc szybko.
Nie zabrakło wśród nich ludzi, którzy uważali się za lepszych od innych.
Niedługo zatem trwało zanim powstał podział na dwie kasty -
robotników i szlachtę, władców.
      Pamiętajmy, że te kilka zdań rozgrywa się na przestrzeni
kilkuset lat. Nasi niedawni rozbitkowie są już dobrze zorganizowanym
społeczeństwem na czele, którego stoi kilka może osób. Cały czas
korzystają z dobrodziejstw swojego raju, powoli zaczyna brakować
drzew na łodzie, włókien roślin na linki, ich dieta przekształca
się w wegetariańską, coraz to nowe gatunki zwierząt bezpowrotnie
znikają. Wyspa zaczyna przypominać jałowy pagórek.
      Tylko kasta władców nadal żyje w dobrobycie.
Kasta robotników zaczyna poznawać uczucie głodu. Jak głód to i zawiść,
jak zawiść to nienawiść. Wybuchają bratobójcze walki.
Wyniszczają sporą część populacji - w efekcie cywilizacja wymiera...
      Czy ich filozofowie, mędrcy nie zdawali sobie
sprawy z tego co się dzieje z ich gatunkiem, cywilizacją ?
Na pewno tak, na pewno wiedzieli, że ich Raj ma dno swoich zasobów, że
nawet już nie ma drzew z których mogliby zrobić duże łodzie i odpłynąć
w poszukiwaniu nowego Raju. A tak dla ludzi jest najprościej-wyeksploatować
do cna zasoby i w drogę-szukać nowego terytorium. Tylko kto ich słuchał?
Widząc, że jest już za późno na jakiekolwiek racjonalne działania-
zaufali swojej religii, przesądom- zaczęli tworzyć ogromne postacie
ze skały-jedynego surowca, którego mieli nadmiar. Wszystkie bożki były
(część nadal jest)zwrócone w jedną stronę - tę z której oczekiwali
nadejścia wybawienia, ratunku. Ratunek nie nadszedł. Bożki mimo swej
wielkości i mocy, mimo hojnych zapewne darów i modlitw nie pomogły.
Po "pięknej" cywilizacji -która dziś wielu oszołomów zachwyca- została
jałowa pustynia, kilka gatunków traw, bez ssaków, ptaków i z niespotykaną
nigdzie tak skromną ilością gatunków flory i fauny.
      Trudno wszystko ocenić na podstawie wykopalisk o ze
stuprocentową pewnością, ale to na czym się oparłem - to czyste fakty i
tylko trochę fantazji naukowców.
Wyspa Wielkanocna jest dla mnie laboratorium świata - Bóg lub siła
zwana "virtem" - jak uważał Macciavelli za starożytnymi Rzymianami-
zrobił sobie małe doświadczenie. Mini Ziemia- ze wszystkimi swoimi
zaletami, a na niej ludzie ze wszystkimi swoimi wadami. Myślę, że
zbędne jest wyliczanie wszystkich wad, tak jak i zalet, które
niewątpliwie mamy.
Wynik doświadczenia bardzo sprecyzowany- gatunek ludzki z niemalże Raju-
sprawnie uczynił jałowy step. Nie omieszkał przy okazji unicestwić siebie.
      Kimże, jest ta siła- aż strach to napisać-niby Stwórca
wszystkiego, a tak ślepy, żeby pominąć wynik tak ważnego doświadczenia?
      Czy warto dziś po tysiącach lat odwoływać się do tysięcy
lat wstecz? Za dużo analogii żeby tego nie zrobić....
     
Tak jak mędrcy z Wyspy Wielkanocnej ostrzegali swój lud - szanujcie to co
macie, bo się wyczerpie, tak dziś naukowcy, ekolodzy, zieloni - ostrzegają:
dziura ozonowa, ocieplenie klimatu, zanieczyszczenia, wycinka "płuc Ziemi"-
Amazonii. Niektórzy się tylko śmieją- ale to przeważnie pustaki spędzające
50% wolnego czasu przed szklanym bożkiem ściskając pilot w ręku. Jednak
większość z nas wie, że dążymy do samozagłady- a co robi żeby to powstrzymać?
Nic...
      Bożki z Wyspy Wielkanocnej- wypisz wymaluj nasze religie - wybawienie, wieczny żywot i tak dalej.
Bratobójcza walka o władzę. Cały czas w imię zasad Macciavellego:
"cel uświęca środki", "władca musi być dwulicowy". Dziś przed kamerą-
walka z bezrobociem! - za kulisami sprzedaż dochodowej fabryki.
      Czymże jest ludzkie życie? Dla nas samych jest
bardzo ważne, tak jak i życie bliskich nam osób. Ale dla Ziemi, ogólnie
mówiąc Świata, czymże ono jest? Nasza śmierć to śmierć jednego z
robaków, pasożytów żrących ją od tysięcy lat.
Smucimy się widząc filmy przyrodnicze o ginących gatunkach, wycinkach
tropikalnych dżungli i co z tego? Dalej kupujemy meble z drewna- przecież
to taki luxus..., dla żony futerko-niech wygląda ładnie i bogato, działka
nad dzikim jeziorem itp. itd. Wystarczy rozejrzeć się wokół - ile obok nas
jest przedmiotów wymagających sięgnięcia do niestety wyczerpywalnych
ziemskich zasobów naturalnych.
      Nie jestem z
partii zielonych, ale kocham przyrodę, dziki świat, zwierzęta i ciągle
się zastanawiam: po co, po co i jeszcze raz po co ludzie są na Ziemi.
Jakże piękny byłby świat bez nas. Kimże jest Bóg, skoro stworzył nas
na własne podobieństwo?
Sądzę, że po przeczytaniu tej pracy część z czytelników zacznie
się wstydzić tego kim jest, do jakiego gatunku należy. Może
niekoniecznie zmienią cokolwiek w swoim postępowaniu, ale kto
wie, może dzięki temu, ocaleje kawałek lasu, może jedno drzewo....
      Miałem przedstawić jeszcze kilka przykładów,
ale tak wiele ciśnie mi się ich do głowy, że powstałby co najmniej esej.
Ale i tak przynajmniej w części - zgodzi się ze mną każdy.
Nie jestem wrogiem ludzi jako jednostek, mam znajomych rodzinę, ale
ludzie jako gatunek na Ziemi - stwierdzam z całą stanowczością -
to wielka pomyłka. Jednak wszystko na to wskazuje, że już niedługo
znikniemy z powierzchni Ziemii. Może być wiele scenariuszy.
Chociażby któryś z władców absolutnych mających dostęp do broni
atomej, naciśnie przycisk - START - nastąpi odwet i ...